MarUla – tak się będzie nazywać cz. 34 prace wykończeniowe no i szlifowanie wnętrza :)

Prace idą zgodnie z harmonogramem o ile tak można nazwać te 15 godzin tygodniowo poświęcone łódce….  Mało, ale lepsze to niż nic. Poza tym wróciłem z 3-tygodniowych wakacji i stwierdziłem z przerażeniem, że nic od kwietnia nie napisałem. Więc w telegraficznym skrócie, trochę niechronologicznie. 🙂

1. Studzienka silnikowa – praca przy niej była dość mozolna, bo raz, że trochę ciasno przy dopasowaniu, a dwa, że ta część naprawdę musi być dobrze i szczelnie zrobiona. Do komory silnikowej doprowadziłem dwa grube peszle z każdej burty od strony bakist (fi 50) – na przewód paliwowy i na kable do ładowania akumulatora i na inne przyszłe pomysły. Wszystkie połączenia studzienki kadłubem wzmocniłem szpachlą epoksydową po czym zalaminowałem 5 cm szerokości tkaniną. Przykleiłem, wzmacniając nierdzewnymi  śrubami, „piloty” na pawęż silnika (deska dębowa 30×100), dzięki którym uzyskałem kąt nachylenia pawęży ok. 15 stopni. Położyłem na wszystko dwie warstwy woodprimera i sprawdziłem szczelność wlewając trochę wodę – stała do kolejnego dnia, czyli jest szczelnie.  Następnie wnętrze komory pomalowałem docelowo 2 razy farbą epoksydową, resztę studzienki  dwa razy białym poliuretanem 2-składnikowy.

2. Komory wypornościowe –  najpierw dokładnie wszystko odkurzyłem. Wkleiłem wzmocnienia pod rufowe knagi (dwie deski sapeli 30x70x400) dodatkowo wzmacniając połączenie czterema drewnianymi kołkami fi8. Połączenia wręg z poszyciem „wyspoinowałem” szpachlą epoksydową wzmacniając taśmą. Znowu dokładnie odkurzyłem, obficie wymyłem denaturatem, a następnie pomalowałem dwa razy Woodprimerem (pierwsza warstwa rozcieńczona 30%), potem jedna warstwa Olivy poliuretanowej 2-składnikowej białej. Po wyschnięciu zalałem pianką dwuskładnikową (EKO PRODUR PM 4032). W sumie dwie komory na rufie mają 260 litrów. To samo zrobiłem z komorą wypornościową na dziobie (160 litrów). Pozostały jeszcze dwie komory burtowe po 110 litrów, ale do nich dotrę później.

3. Odbojnica – użyłem do niej 4 desek sapeli po 3,5 metra. Zukosowałem je, aby skleić w jeden 7 metrowy „kawałek”. Po wyschnięciu oba „kawałki” pójdą na frezarkę, którą udało mi się wreszcie przytargać do stoczni, wymienić noże i podłączyć.

4. Szpachlowanie (spoinowanie) – po oszlifowaniu wnętrza, wszystkie połączenia wręg, stępki, dziobnicy z poszyciem, „wyspoinowałem” szpachlą epoksydową, używając do wyciskania szpachli worków foliowych, a do nadania odpowiedniego profilu szpatułek drewnianych lekarskich (takich do zaglądania do gardła) i oczywiście niezastąpionego palca wskazującego :). Nadmiar szpachli „ściągałem” zwykłą szpachelką. Tym razem użyłem gotowej szpachli Sealine wzmocnionej włóknem szklanym na połączeniach pod linią wodną. Nad linią wodną poszło E5+PAC z krzemionką.

5. Odpływ kokpitu (drain box) – dwie sklejki przyklejone w każdym rogu z tyłu kokpitu tworzą szczelne studzienki odpływowe. Na dole w kadłubie trochę poniżej linii wodnej jest przejście burtowe, w podłodze w kokpicie otwór odpływowy fi-32 mm.

6. Skrzynka elektryczna – miałem już zakupić gotową w firmie Intelle, gdy pewnego dnia zobaczyłem tą skrzynkę (http://szkutnikamator.pl/images/idoblog/upload/174/e4.jpg). Od razu mnie zainspirowała i postanowiłem nie iść na łatwiznę (mając zgodę autora na „koiowanie pomysłu” 🙂 ). Zresztą jacht ma klasyczne kształty to i klasyczne muszą być pozostałe rzeczy (no może niektóre). Posiadając wstępny schemat elektryczny zaprojektowałem drewnianą skrzynkę. Deska z Sapeli czeka przygotowana na chłodne wieczory. Będą analogowy amperomierz i woltomierz. Jedyna „nowoczesność” to podświetlane włączniki.

Inne prace

– Skleiłem i pomalowałem 2 razy wooprimerem trzyczęściowe drzwi do zejściówki. Teraz muszę zakupić dwa nierdzewne wywietrzniki i przygotować je do montażu.

– Zakupiłem przyciętą na wymiar kantówkę bezsęczną sosnową i listwuję zgodnie z projektem, przykręcając i klejąc Soudalem D4. Przykręcam tam gdzie konieczne nie do sklejki tylko zawsze do kantówki przez sklejkę, inaczej słabo trzyma (oczywiście tylko tam, gdzie będzie potem dostęp do odkręcenia). Ważne, aby Soudal pozostawić dociśnięty do następnego dnia.

Z nowych przemyśleń,

to postanowiłem nie robić komory kotwicznej na dziobie. Kotwica będzie leżała albo w rufowej bakiście lub/i na dziobowym pokładzie (widziałem w necie kilka fajnych rozwiązań). Będzie za to dodatkowa, duża knaga w osi jachtu, a za nią wywietrznik.

W czasie listwowanie stwierdziłem, że większą część tych czynności należy wykonać jak jeszcze wręgi nie stoją na helingu. O wiele łatwiej wszystko poprzymierzać, odrysować i potem przykleić. Ale to już przy drugiej łódce. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.