MarUla – tak się będzie nazywać cz. 6 – Mieszam żywicę i laminuję wsporniki podłogowe

Dzisiaj trochę chemii i jak zwykle krótko 😉

Jak zawsze przed czymś nowym tak i przed pierwszym mieszaniem żywicy z utwardzaczem miałem poważną minę i trochę trzęsące ręce. Jednak nie taki diabeł straszny. Przed oczyma miałem taką oto tabelę,

a warsztat do mieszania wyglądał tak:

W supermarkecie kupiłem na  przecenie plastikowe miseczki, drewniane łopatki (po 20 gr/szt.!!!), w Castoramie zaciski, rękawice i folie, wagę dostałem w prezencie. Do klejenia używam Epidianu 5 z utwardzaczem PAC w stosunku 1:1. Wg mnie w porównaniu np z klejem cyjanoakrylowym, którego używam w modelarstwie, mieszanka ta jest praktycznie bezwonna, co mnie pozytywnie zaskoczyło. Zawsze pod ręką mam czysta szmatę i aceton. Najważniejsze o czym należy bezwzględnie pamiętać to gumowe rękawiczki, bez nich radzę się do żywic nie dotykać, folia malarska, którą po pracy zwijam i wyrzucam do kosza, stare ubranie (lepiej go potem żonie nie pokazywać) no i oczywiście  zupełny brak pośpiechu 🙂

Efekt pierwszego klejenie, którym celem ma być tzw: „laminated floor”, widać na poniższym zdjęciu:

Teraz jadę na wakacje, !!!! 2 tygodnie, !!!!, ale zaraz po powrocie biorę się za dziobnicę (śmieszne są te polskie nazwy 🙂 ) , laminowanie i klejenie skrzynki mieczowej i steru.

MarUla – tak się będzie nazywać cz. 5 – Pierwsze arkusze sklejki pocięte

Witam,

jakiś czas zajęło mi znalezienie firmy w Warszawie lub jej okolicach (do 30 km), która potnie mi na podstawie dostarczonych plików arkusze sklejki (CNC). Problem nie leży w braku takich firm tylko w ich obłożeniu zleceniami. Każda firma do której dzwoniłem mówiła mi , że ma zajęte urządzenia średnio do końca września.:( Po 2 tygodniach poszukiwań trochę mina mi zrzedła, ale nie od razu Rzym zbudowano. 🙂 Zamieściłem info na forum CNC (http://www.cnc.info.pl) , że poszukuję wykonawcy i po jakimś czasie odezwało się kilku wykonawców. Wybrałem p.Wiesława z Józefowa, który okazał się bardzo ciekawym „człowiekiem-firmą”, bardzo pomocnym i mimo swojej niewątpliwej wiedzy nie wymądrzał się na tematy sobie tylko znane, po prostu chciał dobrze zrobić swoją robotę i przy okazji pomóc nie do końca zorientowanemu w temacie klientowi. 😉  (Jeżeli chce ktoś kontakt do p.Wiesława to proszę o maila)

Co wyciąłem na początku ?

Otóż wszystkich arkuszy sklejki w formacie 2500×1220 i grubości 10 mm mam do wycięcia 25 szt.. Nie chcę od razu wszystkiego wycinać bo po pierwsze gdzie to trzymać, po drugie są to zamrożone pieniądze w czymś co będzie stało i czekało. Zacząłem więc od 3 arkuszy, które przygotowałem do wycięcia – widać je poniżej – i od nich właśnie rozpocznę pracę.

Są to:

– skrzynka mieczowa,

– wzór do laminowania dziobnicy wewnętrzne i zewnętrznej,

– wzory do laminowania wsporników podpodłogowych

– płetwa i jarzmo steru,

– wzór rumpla (będzie zrobiony z jednego kawałka drewna – akacja lub dąb o czym oczywiście na pewno później opowiem)

– dwie pokrywy bakist podkojowych (włożyłem je na rysunek, aby jak najmniej arkusza zmarnować). 😉

A tak wygląda to na zdjęciach już po wycięciu.

P.S.

Jestem coraz bardziej szczęśliwy, bo najgorzej to podobno zacząć. :):):)

MarUla – tak się będzie nazywać cz. 4 – Jak kupowałem plany jachtu…

Witam,

dzisiaj będzie jak zwykle krótko :). W dwóch słowach opowiem, jak doszło do zakupu planów łódki.

Pomysł amatorskiej budowy łodzi na podstawie planów dla amatorów narodził się 22 grudnia 2009 w Zakopanym. Spędzałem wtedy z całą rodziną święta „na nartach”. Na zewnątrz temperatura ok. + 15C, wszystko płynie, wiatr próbuje przenieść naszą kwaterę razem z domem w inne miejsce :), generalnie kraina latających drzew pozbawiona śniegu. Cała rodzina miała więc super rozrywkę w postaci „każdy spędza 2 godziny z moim laptopem i zmiana”. W swoim czasie znalazłem stroną, która miała taki zasób informacji in plus, że po powrocie „z nart” byłem tam gościem non-stop.

Ta strona to:

http://www.duckworksmagazine.com

Znalazłem tam wiele interesujących  mnie rzeczy, zapisałem się na fora dotyczące „boatbuildingu”  i dotarłem do kilku ciekawych kontaktów do architektów, na które postanowiłem wysłać „zaczepnego” maila. Aby być lepiej przygotowany do dalszych rozmów zakupiłem on-line do interesujących mnie projektów study-plan’y za dosłownie kilka Euro. Następnie napisałem w mailu czego szukam i powiem szczerze, że ilość odpowiedzi mnie pozytywnie zaskoczyła – nie będę tu dla porównania przytaczał, ile dostałem odpowiedzi jak wysłałem maila do dwóch polskich konstruktorów, ale może inna mentalność w Polsce panuje, albo ze mnie taki dziwny Niemiec :). Także po stworzeniu short-listy dostawców 🙂 wybrałem trzech Panów architektów, z którymi rozpocząłem konkretne rozmowy. Na końcu na placu boju pozostał jeden i tym jednym jest Francuz, p. Francois Vivier. Zainteresowanym polecam jego stronę, http://www.vivierboats.com , i nie bać się pytać, na 200% odpowie na każdego maila.

Plany zamówiłem w wersji elektronicznej. Dodatkowo do cięcia sklejki metodą CNC (Computer Numeric Control)  Francois przygotował mi w AutoCadzie wszystkie potrzebne części, w końcu jest XXI wiek, a tak na poważnie, to zaoszczędzi mi to dobry kilka tygodni ręcznego odwzorowania na podstawie fiszek w skali 1:1 i ręcznego wycinania frezem i wycinarką. Za całość zapłaciłem ok 3 tys zł – wg mnie niedużo jak na wielkość i jakość materiałów oraz na czas, który Francois mi poświęcił i jestem pewny, że jeszcze mi poświeci, bo jak do tej pory komunikacja jest w pełni „synchroniczna” i niech tak zostanie. 😉

Na koniec zamieszczam stronę tytułową studium przypadku (chyba tak się tłumaczy study plan) dla mojego jachtu. 🙂 oraz kilka stron projektantów jachtów.

…to tyle o wyborze jachtu.

http://www.tedbrewer.com/
http://www.steelboatbuilder.com/
http://www.stadtdesign.com/
http://www.aviadesign.com/
http://www.bruceroberts.com/
http://www.bruceroberts.com.au/
http://www.kastenmarine.com/
http://trawler.ca/
http://www.dixdesign.com/
http://www.devilliersyachtdesign.co.nz/
http://www.boat-links.com/
http://www.radford-yacht.com/
http://www.kaufmandesign.com/
http://mypage.uniserve.com/
http://smaalders.net/yacht_design/

MarUla – tak się będzie nazywać cz. 3 – zbieramy złom :)

Dzisiaj będzie  krótko.

Kiedyś Perfect śpiewał bodajże w „Lokomotywie”, że „będę zbierał złom”. I słowo stało się ciałem. Zacząłem zbierać złom, a dokładnie ołowiowy (ołowiany ;)) złom. Jest to materiał w skupach złomu poszukiwany przez kupujących i niechciany przez skupy złomu, czyli jak widać wszyscy są szczęśliwi. 😉

Jeżeli ktoś zobaczy kiedyś coś małego, leżącego w trawie z wyglądu przypominającego metal i będzie próbował to podnieść i zrobi przy tym „o k…..”, to znaczy, że to ołów.,:) My żeglarze jesteśmy podobno jego najzagorzalszym fanem. Ktoś kiedyś powiedział, że żeglarstwo to wożenie w tą i z powrotem kilku ton ołowiu – jest w tym źdźbło prawdy.

Wracając do mojego złomu. Wg konstruktora potrzebuję na balast ok. 200 kg ołowiu osadzonego w falszkilu. Widać to na poniższym schemacie.

Zbierałem pół roku i mam już 177 kg !!! ;), co pokazują poniższe skomplikowane rachunki. Brakuje niewiele, + 5% na straty.

A tak wygląda mój złom, który niedługo mam nadzieje przerodzi się w bardziej kształtną masę, o czym na pewno opowiem.

Na koniec jedna bardzo ważna uwaga. Ołów wykorzystuje się oprócz balastu także do innych celów. Jakich, każdy kto skończył szkołę podstawową niech się domyśli. Także sprawdzajcie, skąd wasz ołów jest – bo zdrowie Wasze i innych najcenniejsze.

Pzdr

Marcin

MarUla – tak się będzie nazywać cz. 2

Zawsze interesowały mnie rzeczy z historią. Stare meble, lampy, obrazy, jachty.. :). Uważam, może bezpodstawnie, że dawniej ludzie tworzyli rzeczy bardziej użyteczne i  lepiej przemyślane, mając do dyspozycji o niebo gorsze materiały niż mamy obecnie oraz mając do dyspozycji tylko papier, linijkę i swoją wyobraźnie (obecnie pozostała wyobraźnia, chociaż patrząc na pracę niektórych „architektów” to niekoniecznie).

..Jaki musi być mój Jacht ? (wizja subiektywna ;))

Przy wyborze projektu trzeba postawić sobie kilka zasadniczych pytań, a odpowiedzi na nie muszą być dobrze przemyślane. Ja postawiłem sobie następujące:

1. Po co mi własny jacht ?

Mam dosyć poznawania każdego jachtu od początku. Jak już go poznam, to kończy się czarter.. Zbyt wiele jest rzeczy, które mnie denerwują w wypożyczonych  jednostkach i czasami wręcz krzyczę, po co to k…. tutaj jest !!! .  Ponadto widzę, że nasz wspaniały jachting za sprawą naszych żeglarskich pism idzie w totalną komercję plastikowych doznań (nie rozwijam dalej tego tematu, bo mnie jeszcze poniesie. :))

2. Dlaczego samemu budować , a nie kupić gotowego jachtu, postawić żagle i po sprawie ?

Pierwszym ogranicznikiem jest kasa. Może i stać mnie na max. 7 metrowy kawał przeźroczystego plastiku z szeroką rufą rodem z Volvo Ocean Race, ale i tak jest to jednorazowy wydatek rzędu min. 60 tys. zł, a tutaj mnie już serce boli, aby taką kasę od razu wyłożyc na coś, co mi się nie do końca podoba ??. „Używki” nie chcę kupować, bo nigdy nic nie wiadomo…   Drugim ogranicznikiem jest oczywiście fakt, że takiego jachtu jaki mi się podoba po prostu nikt w naszym kochanym kraju nie produkuje. Trzecim argumentem jest fakt sprawdzenia się jako szkutnik amator, któremu się nigdzie nie spieszy, nie gonią żadne terminy i nazwałbym ten fakt dobrą zabawą, która mnie czeka na kolejne 2-3 lata.

3. A jaki jacht mi się podoba i jaki chciałbym mieć ?

Pierwowzorem jachtu był dla mnie typ Jollenkreuzer, bardzo popularna, niemiecka, przedwojenna konstrukcja, na której notabene pływał Einstein (ten od dylatacji czasu ;)). Szukałem dłuższy czas dobrych planów tego jachtu w wersji 25/30 stóp, ale niestety dałem za wygraną.  😦 Mając w głowie taki jacht „googlowałem” po necie w poszukiwaniu architekta, która ma coś takiego do zaoferowania w formie gotowej lub narysował by coś takiego od początku. Będę o tym pisał dalej gdy poruszę temat planów i ich zakupu. Co jeszcze jacht musi mieć ?? Przede wszystkim musi być bezpieczny dla 4 osobowej rodziny (niska wolna burta, niski środek ożaglowania), drewniany (umiem w drewnie trochę podłubać), długość max 7,5 metra, szerokość max. 2,5 metra, waga max. 1,2 t.,  (często będzie wożony przyczepą) i dziecinnie łatwa obsługa (15 letnia córka może sama go poprowadzić, gdy tatuś „wypoczywa” na koi)

– >>> Pawle  „Pasku”, tutaj też są NASZE przemyślenia z długich naszych rozmów przy kawie, niekoniecznie wszystkie będę tutaj przytaczał. :):)

Tak wygląda Jollenkreuzer:

4. Gdzie będę nim pływał ?

Głownie jeziora, ale nie wykluczam „słonych” zatok i szkierów, w końcu po co jest przyczepa ?

Możecie zresztą sami zobaczyć i ocenić mój wybór, poniżej szkic jachtu (moja wersja jest bez bukszprytu z ożaglowaniem gaflowym) 😉

C. D. N.

MarUla – tak się będzie nazywać cz. 1

Witam wszystkich którzy tu jakoś dotarli.

Po długich przygotowaniach, przemyśleniach i przeczytaniu „całego” internetu wreszcie zaczynam. Co zaczynam ?

Zaczynam budowę mojej pierwszej, drewnianej, oldschool’owej, najlepszej i jedynej żaglówki (uffff… dosyć tych przymiotników)  oraz rozpoczynam relację „prawie na żywo” z pomoca tego oto bloga. Będę tu zamieszczał w miarę możliwości opisy wraz ze zdjęciami z postępu prac (mam nadzieję, że jakieś postepy będą).

Wszystkich, którzy chcą za mnie trzymać kciuku niech to już zrobią (wielkie dzięki), wszystkie rady przyjmę z otwartym sercem i zrozumieniem, a jeżeli ktoś będzie chciał ze mną i Marcysiem (o nim poniżej)  „pomajsterkować”, to serdecznie zapraszamy. 🙂

Co mam.

1. Wielkie chęci, pasję, wizję, marzenia

2. Wspierającą mnie rodzinę z żoną na czele (Aniu, wielkie publiczne buziaczki)

3. Przyjaciela, który udostępnił mi garaż pod moją małą stocznie (Marcyś, jeszcze raz wielkie dzięki, naprawdę nie wiem, jak Ci sie za to odwdzięczę):)

4. Troche narzędzi

Czego nie mam.

1. Czasu, umiejętności, pieniędzy 🙂

Czyli generalnie nie powinienem się za to brać, … więc do dzieła !!!

C. D. N.