MarUla – tak się będzie nazywać cz. 51 prace wykończeniowe cd..

Szlifowanie, malowanie, poprawki. Ot codzienność. :). Pokład pomalowałem po raz drugi poliuretanem, natomiast drewno po raz drugi Epinoxem. Poza tym rozpocząłem montaż okuć i tych z nierdzewki i tych drewnianych. Przy przykręcaniu okuć niezbędna jest oczywiście Sika 295 jako uszczelniacz.

W stoczni, a bardziej w jej obejściu, wprowadziliśmy udoskonalenia. Mianowicie wymurowaliśmy wędzarnię. Próby techniczne wypadły bardzo pozytywnie, mięsko uwędziło się przepięknie. Używaliśmy tylko drewna śliwkowego, także teraz w lodówce panuje zapach słodko-śliwkowy. Teraz w ramach przerywników od prac szkutniczych można wyskoczyć i doglądać jak się powolutku coś tam wędzi. A święta za pasem 🙂

MarUla – tak się będzie nazywać cz. 50 prace wykończeniowe cd..

Wpis numer pięćdziesiąt.

Właśnie minął 5 rok budowy… (brzmi jak z Odysei Kosmicznej 😉 ).

Ostateczny, nieprzekraczalny termin wodowania to 1 czerwca przyszłego roku. Jeżeli uda się wcześniej dotknąć wody będzie ok, ale nie spinam się.

Po pokładzie przyszedł czas na drewniane odbojnice. Wykonałem je z 3-metrowej listwy dębowej nadając odpowiednie zaokrąglenie. Przed przyklejeniem zamontowałem wantowniki, których część będzie schowana pod listwą. Otwory tradycyjnie zaślepiłem kołkami fi-10. Potem żmudne szlifowanie.

Odważyłem się wreszcie zrobić trzy dziury na bulaje 🙂 Uff, jakoś się udało. Ramki i okna pasują idealnie. Na razie ich nie przyklejam, na to przyjdzie czas na samym końcu.

Reszta na zdjęciach.

Z tematów nieszkutniczych.

Przyszedł czas na wakacje, które po powrocie nazwałem „odpoczynkiem w piekarniku bez termoobiegu marki Kreta”. Szczerze powiem, że obiecywałem sobie więcej po tej wyspie. To, że będzie gorąco, było do przewidzenia. Natomiast zwiedzać można tylko jakieś kamienie, które włoscy archeolodzy próbują zrekonstruować od 130 lat (Gortyna, Fajstos, Aptera)…. Jak to Włosi 🙂 . Widoki owszem, piękne, ale nasze Bieszczady ładniejsze. Nie poczułem generalnie żadnego lokalnego klimatu. Wszystko co jest opisane w przewodnikach to 90% bujda. Chyba pisze je ktoś zatrudniony przez biura turystyczne. Żony zadowolone, bo mogły w pracy pokazać opaleniznę w kolorze chleba razowego. 😉 Dla dzieciaków też frajda, bo i basen, i ciepłe morze, snurkowanie i prażony piasek, po którym nie da się chodzić. Ponadto straszna drożyzna nastawiona na bogatych Skandynawów. Wśród moich wakacji Kreta zajmuje ostatnie miejsce razem z polskim morzem. Generalnie na pewno tam nie wrócę, chyba, że na jachcie w czerwcu lub we wrześniu. Były także sukcesy, do których zaliczyć mogę przełamanie się małżonki do jazdy skuterem !!!! Po ciasnych uliczkach Chani Warszawa to pikuś, Pan Pikuś. 🙂

 

MarUla – tak się będzie nazywać cz. 49 prace wykończeniowe cd..

Laminowanie pokładu nastąpiło w idealny, chłodny dzień 23 czerwca 🙂 Nie przypuszczałem, że w czerwcu pod wieczór może być 10-11°C !! Za to w stoczni było idealne 19°C.

Jak zwykle do laminowania potrzeba min. 2 osoby i w związku z tym jak co wtorek Marcyś zawitał do stoczni do pomocy. Także laminowanie przebiegło spokojnie, bez biegania i stresu (dobra temperatura, pomocnik no i plan). Najpierw wszystko dokładnie odkurzyliśmy i odtłuściliśmy. Przymierzyliśmy tkaninę na zakładkę i przymocowaliśmy taśmami. Postanowiliśmy nie zdejmować położonej już tkaniny, tylko od razu laminować zaczynając od dziobu. Ja rozrabiałem żywicę (Epidian 601+IDA) po 200-250 wag., Marcyś przesączał ją plastikową szeroką packą, Ja latałem z metalowym wałkiem w poszukiwaniu bąbli/bąbelków („Gdzie jest Nemo” ? ) 😉 Nowością było zastosowanie delaminażu przy użyciu specjalnej maty, która z angielska nazywa się „peel ply”. Nakłada się ją dopiero po dokładnym wywałkowaniu, mocno naciąga i znowu wałkuje. Cel – zebranie przez nią nadmiaru żywicy. Skończyliśmy o 1 w nocy, czyli równe 6 godzin pracy na ok. 9 m² powierzchni. Po wyschnięciu po 24 godzinach zerwałem delaminaż. Wyszło idealnie. Twarde jak cement. 🙂 Odkurzyłem i położyłem pierwszą warstwę szpachli epoksydowej tam gdzie „sztuka cierpiała”, ale naprawdę niewiele. Po wyschnięciu szpachli pomalowałem białym Epinoxem 54. Po wyschnięciu delikatne szlifowanie papierem 150, które ukazało miejsca, gdzie dalej szpachlować. Operację powtórzyłem 3 razy i efekt był wg mnie zadowalający. Następnie jedna warstwa białem Olivy poliuretanowej. Ostatecznie pokład będzie pomalowany jeszcze jedną warstwą poliuretanu z dodatkiem proszka antypoślizgowego, ale to już na samym końcu. Kolejny ważny krok za mną.

W kwestiach formalnych, zarejestrowałem Marulę. Bardzo sympatyczny Pan w WOZŻ wszystko załatwił od ręki.

No  i ostatnia duża rzecz, mianowicie przywiozłem z Radomia zamówiony maszt. Jest to jedyna rzecz z drewna, której postanowiłem sam nie robić. Materiał, który mam na maszt, na pewno wykorzystam jak Marula wyjedzie ze stoczni i będę miał więcej miejsca – drugi maszt powinien być zawsze w zapasie, chociaż wolałbym, aby się nigdy nie przydał.

MarUla – tak się będzie nazywać cz. 48 prace wykończeniowe cd..

Podłączyłem odpływy do przejść burtowych razem z zaworami zwrotnymi, zamontowałem na stałe zbiornik paliwa i generalnie lewa bakista jest już na gotowo. Zrobiłem w ramach wolnej chwili tzw. „grzebień do refowania” (nie znam polskiej nazwy na to) montowany na bom. Dopasowałem i przykleiłem podłogę w kokpicie. Zamontowałem sztorcklapę. Uporałem się wreszcie z odpływami wody spod klapy bakist. Co tu więcej pisać, reszta na zdjęciach. 😉

MarUla – tak się będzie nazywać cz. 47 prace wykończeniowe cd..

Dalsze prace wykończeniowe. Tym razem mniej pisania, więcej zdjęć. Fajne jest to, że wiele rzeczy mam przygotowanych i czekają na swoją kolejność. Staram się dla odmiany podpisywać większość zdjęć.

MarUla – tak się będzie nazywać cz. 46 prace wykończeniowe cd..

Na początku marca otworzyłem stocznie. Przywiozłem z piwnicy wszystkie farby, kleje, żywice i narzędzia. Ułożyłem sobie plan na kolejne 3 miesiące i zgodnie z planem ruszyłem.

1. Wzmocnienie i jednocześnie inspekcja skrzynki mieczowej w miejscu, gdzie będzie przechodził 20 mm „kwaśny” sworzeń, na którym będzie wisiał miecz. Wzmocnienie to 10 mm sapeli i wytoczony mosiądz, reszta na zdjęciach.

2. Okucia masztowe – mocowanie drewnianego bomu do masztu (ang. gooseneck) zrobiłem wg poniższego rysunku z 4 mm nierdzewki i rur różnej średnicy. Wantowniki tak samo.

3. Bom, gafel – 4,5 metra każdy. Bom, pełny, skleiłem epoksydem z dwóch klocków 63×65  po 3 m długości każdy na zakładkę 70 cm bez śrub przy użyciu tylko drewnianych kołków fi-10, zobaczymy jak się to sprawdzi. Gafel udało mi się skleić z jednej długości, z trzech warstw, przy czym gafel, dla zaoszczędzenia masy, jest w środku na 2/3 długości pusty.

4. Wykańczanie listwami dębowymi w kokpicie. Najpierw listwy namoczyłem gorącymi szmatami bo nie chciały tak łatwo się same z siebie dogiąć. Następnie tam gdzie mają być docelowo, pozostawiłem przykręcone ściskami. Nawierciłem otwory. Po tygodniu nawet nie musiałem mocno ich dociskać. Klej, śruby, dębowe zaślepki fi-10 i kolejny etap za mną.