MarUla – tak się będzie nazywać cz. 57 prace wykończeniowe cd..

Dach zalaminowany (tkanina 200+Żywica 6011+utwardzacz IDA). Dzięki tkaninie peel ply szpachlowania było jak na lekarstwo. Po pierwszym szpachlowaniu i szlifowaniu położyłem najpierw epoksydowy szary Bosman 77, który wg mnie powinien nazywać się „płynną szpachlą”, a nie farbą. Potem znowu szlifowanie, znowu szpachlowanie i na to biały epoksydowy Bosman 54. Po delikatnym szlifowaniu pięknie widać, gdzie trzeba znowu nanieść poprawki epoksydową szpachlówkę. Znowu szlifowanie papierem 150  🙂 🙂 …  I na koniec 2 warstwy białej, poliuretanowej dwuskładnikowej Olivy Emapur. Zaczyna to nabierać wyglądu 🙂

W międzyczasie, gdy schła któraś z powyższych warstw, pomalowałem drugi raz, wcześniej przeszlifowane papierem 280,  burty i rufę. Używałem lakieru bezbarwnego Teknodur 0290 gloss metodą wałek/pędzel. Jak dla mnie (nie jest to kryptoreklama) ;), nie ma lepszego, bezbarwnego lakieru.

Kilka zdjęć poniżej, chociaż z tym mam zawsze kłopot, bo albo uwalony jestem jakąś chemią, albo chcę już tak szybko zmykać do domu, że zapominam zrobić kilku fotek…

MarUla – tak się będzie nazywać cz. 49 prace wykończeniowe cd..

Laminowanie pokładu nastąpiło w idealny, chłodny dzień 23 czerwca 🙂 Nie przypuszczałem, że w czerwcu pod wieczór może być 10-11°C !! Za to w stoczni było idealne 19°C.

Jak zwykle do laminowania potrzeba min. 2 osoby i w związku z tym jak co wtorek Marcyś zawitał do stoczni do pomocy. Także laminowanie przebiegło spokojnie, bez biegania i stresu (dobra temperatura, pomocnik no i plan). Najpierw wszystko dokładnie odkurzyliśmy i odtłuściliśmy. Przymierzyliśmy tkaninę na zakładkę i przymocowaliśmy taśmami. Postanowiliśmy nie zdejmować położonej już tkaniny, tylko od razu laminować zaczynając od dziobu. Ja rozrabiałem żywicę (Epidian 601+IDA) po 200-250 wag., Marcyś przesączał ją plastikową szeroką packą, Ja latałem z metalowym wałkiem w poszukiwaniu bąbli/bąbelków („Gdzie jest Nemo” ? ) 😉 Nowością było zastosowanie delaminażu przy użyciu specjalnej maty, która z angielska nazywa się „peel ply”. Nakłada się ją dopiero po dokładnym wywałkowaniu, mocno naciąga i znowu wałkuje. Cel – zebranie przez nią nadmiaru żywicy. Skończyliśmy o 1 w nocy, czyli równe 6 godzin pracy na ok. 9 m² powierzchni. Po wyschnięciu po 24 godzinach zerwałem delaminaż. Wyszło idealnie. Twarde jak cement. 🙂 Odkurzyłem i położyłem pierwszą warstwę szpachli epoksydowej tam gdzie „sztuka cierpiała”, ale naprawdę niewiele. Po wyschnięciu szpachli pomalowałem białym Epinoxem 54. Po wyschnięciu delikatne szlifowanie papierem 150, które ukazało miejsca, gdzie dalej szpachlować. Operację powtórzyłem 3 razy i efekt był wg mnie zadowalający. Następnie jedna warstwa białem Olivy poliuretanowej. Ostatecznie pokład będzie pomalowany jeszcze jedną warstwą poliuretanu z dodatkiem proszka antypoślizgowego, ale to już na samym końcu. Kolejny ważny krok za mną.

W kwestiach formalnych, zarejestrowałem Marulę. Bardzo sympatyczny Pan w WOZŻ wszystko załatwił od ręki.

No  i ostatnia duża rzecz, mianowicie przywiozłem z Radomia zamówiony maszt. Jest to jedyna rzecz z drewna, której postanowiłem sam nie robić. Materiał, który mam na maszt, na pewno wykorzystam jak Marula wyjedzie ze stoczni i będę miał więcej miejsca – drugi maszt powinien być zawsze w zapasie, chociaż wolałbym, aby się nigdy nie przydał.