MarUla – tak się będzie nazywać cz. 57 prace wykończeniowe cd..

Dach zalaminowany (tkanina 200+Żywica 6011+utwardzacz IDA). Dzięki tkaninie peel ply szpachlowania było jak na lekarstwo. Po pierwszym szpachlowaniu i szlifowaniu położyłem najpierw epoksydowy szary Bosman 77, który wg mnie powinien nazywać się „płynną szpachlą”, a nie farbą. Potem znowu szlifowanie, znowu szpachlowanie i na to biały epoksydowy Bosman 54. Po delikatnym szlifowaniu pięknie widać, gdzie trzeba znowu nanieść poprawki epoksydową szpachlówkę. Znowu szlifowanie papierem 150  🙂 🙂 …  I na koniec 2 warstwy białej, poliuretanowej dwuskładnikowej Olivy Emapur. Zaczyna to nabierać wyglądu 🙂

W międzyczasie, gdy schła któraś z powyższych warstw, pomalowałem drugi raz, wcześniej przeszlifowane papierem 280,  burty i rufę. Używałem lakieru bezbarwnego Teknodur 0290 gloss metodą wałek/pędzel. Jak dla mnie (nie jest to kryptoreklama) ;), nie ma lepszego, bezbarwnego lakieru.

Kilka zdjęć poniżej, chociaż z tym mam zawsze kłopot, bo albo uwalony jestem jakąś chemią, albo chcę już tak szybko zmykać do domu, że zapominam zrobić kilku fotek…

MarUla – tak się będzie nazywać cz. 52 prace wykończeniowe cd..

Ostatni tydzień września tradycyjnie spędziłem na Bałtyku. W tym roku oprócz Bornholmu odwiedziłem Rugię. Nie wiem, dlaczego wcześniej omijałem ten akwen, ale teraz wiem, dlaczego buduję swoją łódkę. Jest idealna na te rejony. Dla „ułatwienia” pływaliśmy pod lokalną banderą  🙂

Wiem, że o balaście już jakiś czas temu było. Jednak czas do niego wrócić, bo trzeba to teraz na stałe przykręcić i wreszcie o nim zapomnieć. A że jest to kawał ołowiu, to i prace idą powoli.

Najpierw przesunąłem całą łódkę maksymalnie do tyłu, odstęp między ścianą a rufą zwęził się do 70 cm – wystarczy, aby przejść. Tym samym łódka stanęła tam, gdzie zaprojektowałem konstrukcję do jej podnoszenia, gdzie 4 wyciągarki łańcuchowe postawią ją na przyczepie. W trakcie przesuwania łoża spadła guma z dwóch kółek na których była podparta. Generalnie to te kółka to straszne dziadostwo i chyba lepsze są kółka mniejsze i plastikowe (może kiedyś to sprawdzę). Ostatni etap przesuwania (ten bez kółek) był dość zabawny, bo robiliśmy to metodą „egipską”. Mianowicie łódkę przesuwaliśmy po 5 cm po nasączonych olejem drewnianych klockach i co zadziwiające, szło to dość prymitywnie, ale skutecznie !!. Gdy łódka stanęła na swoim „nowym” miejscu ukazał się obraz, który od razu skłonił mnie do gruntownych porządków, które zajęły mi ładnych kilka godzin. Teraz przynajmniej można śmiało zapraszać gości. 🙂

Potem zdjęliśmy balast i na bok z nim. Najpierw jedna strona – trochę szlifowania szczotką drucianą, trochę pracy z dłutem, a że miejscami balast był nierówny, to na końcu trochę szpachli zrobionej z E601+IDA+TFF+Ziemia okrzemkowa. Potem na drugiej stronie to samo. Na końcu pomalowałem balast jedną warstwą farby epoksydowej Bosman 77. Po wyschnięciu przyszedł czas na mocowanie. Siedem śrub fi-12 + szerokie podkładki + Sika 295. Teraz wisi i schnie. Ostatnia rzecz to pomalowanie go tak jak reszty, czyli na czerwono antyporostówką.

P.S.

Przy okazji, że obok stoczni rośnie piękne winogrono żal było je zostawić dla szpaków. Także na czerwiec będzie czym świętować wodowanie. 🙂

MarUla – tak się będzie nazywać cz. 49 prace wykończeniowe cd..

Laminowanie pokładu nastąpiło w idealny, chłodny dzień 23 czerwca 🙂 Nie przypuszczałem, że w czerwcu pod wieczór może być 10-11°C !! Za to w stoczni było idealne 19°C.

Jak zwykle do laminowania potrzeba min. 2 osoby i w związku z tym jak co wtorek Marcyś zawitał do stoczni do pomocy. Także laminowanie przebiegło spokojnie, bez biegania i stresu (dobra temperatura, pomocnik no i plan). Najpierw wszystko dokładnie odkurzyliśmy i odtłuściliśmy. Przymierzyliśmy tkaninę na zakładkę i przymocowaliśmy taśmami. Postanowiliśmy nie zdejmować położonej już tkaniny, tylko od razu laminować zaczynając od dziobu. Ja rozrabiałem żywicę (Epidian 601+IDA) po 200-250 wag., Marcyś przesączał ją plastikową szeroką packą, Ja latałem z metalowym wałkiem w poszukiwaniu bąbli/bąbelków („Gdzie jest Nemo” ? ) 😉 Nowością było zastosowanie delaminażu przy użyciu specjalnej maty, która z angielska nazywa się „peel ply”. Nakłada się ją dopiero po dokładnym wywałkowaniu, mocno naciąga i znowu wałkuje. Cel – zebranie przez nią nadmiaru żywicy. Skończyliśmy o 1 w nocy, czyli równe 6 godzin pracy na ok. 9 m² powierzchni. Po wyschnięciu po 24 godzinach zerwałem delaminaż. Wyszło idealnie. Twarde jak cement. 🙂 Odkurzyłem i położyłem pierwszą warstwę szpachli epoksydowej tam gdzie „sztuka cierpiała”, ale naprawdę niewiele. Po wyschnięciu szpachli pomalowałem białym Epinoxem 54. Po wyschnięciu delikatne szlifowanie papierem 150, które ukazało miejsca, gdzie dalej szpachlować. Operację powtórzyłem 3 razy i efekt był wg mnie zadowalający. Następnie jedna warstwa białem Olivy poliuretanowej. Ostatecznie pokład będzie pomalowany jeszcze jedną warstwą poliuretanu z dodatkiem proszka antypoślizgowego, ale to już na samym końcu. Kolejny ważny krok za mną.

W kwestiach formalnych, zarejestrowałem Marulę. Bardzo sympatyczny Pan w WOZŻ wszystko załatwił od ręki.

No  i ostatnia duża rzecz, mianowicie przywiozłem z Radomia zamówiony maszt. Jest to jedyna rzecz z drewna, której postanowiłem sam nie robić. Materiał, który mam na maszt, na pewno wykorzystam jak Marula wyjedzie ze stoczni i będę miał więcej miejsca – drugi maszt powinien być zawsze w zapasie, chociaż wolałbym, aby się nigdy nie przydał.

MarUla – tak się będzie nazywać cz. 42 prace wykończeniowe cd..

Skończyłem kokpit… Zarówno siedziska jak i podłogę kokpitu wylaminowałem tkaniną 200. Tym razem użyłem innego Epidianu i utwardzacza, ponieważ wg mnie do sklejki potrzebna jest żywica dość rzadka, czyli Epidian 6011 i utwardzacz IDA – proporcja wagowa 100/50 (brak polepu tak jak przy Z1). Najpierw nanoszę na sklejkę wałkiem pierwszą warstwę żywicy. Pozostawiam do wyschnięcia na następny dzień. Delikatnie szlifuję papierem 240. Następnie ponownie nanoszę wałkiem drugą warstwę żywicy, na to kładę wcześniej przygotowane szablony z tkaniny i standardowo przesączam. Efekt – brak malutkich bąbelków, które na 100% zawsze pojawią się, gdy laminujemy na sucho, tylko przesączając. Sprawdzałem empirycznie, nawet metalowe wałki nie pomagają. Stwierdziłem ponadto, że lepiej używać tej żywicy do sklejki zamiast podkładu Epinoxu, szybciej schnie i dobrze nasącza sklejkę. Pokrywy bakist zrobiłem tą metodą i jestem bardzo zadowolony. Gotowy laminat pociągnąłem dwuskładnikową białą farbą epoksydową jako podkład, aby łatwiej było widać nierówności. Potem szpachlowanie tych nierówności białą szpachlą epoksydową, potem lekkie szlifowanie i ponowne malowanie, ale już standardowo białą dwuskładnikową poliuretanową. Zrobiłem pokrywy do bakist (czekam jeszcze na prawidłowo zawiasy), także można powiedzieć, że kokpit jest na gotowo i czeka na zamontowanie osprzętu (gniazdo elektryczne, manetkę, dekle Holta). Pozostały do zrobienia jeszcze dwa boczne odpływy z bakist, bo tylne już zrobiłem, ale to zrobię później, bo szczerze powiem jeszcze nie mam ostatecznego pomysłu. Przyszły wreszcie materace z firmy Pacyfic (www.pacyfic.eu). 🙂 Są piękne !! I super leżą, wszystko tak jak chciałem, generalnie polecam współpracę z tą firmą, zero formalności, a końcowy produkt naprawdę z wysokiej półki. Przykleiłem i wykończyłem pokłady i półpokłady. Teraz czas na dokończenie kabiny.